Opowieść podręcznej – Margaret Atwood

Przerażenie. I nieodparte wrażenie, że to się może zdarzyć tu i teraz! A potem rzut oka na okładkę, stopkę redakcyjną i zdziwienie, że powieść została napisana w roku 1985! Po czym, kolejna fala przerażenia, po uświadomienu sobie, że nadmiar władzy, dyktatura i totalitaryzm mogą przestać być tylko sloganami i stać się niepostrzeżenie faktem. W każdym czasie, w każdej epoce. Takie właśnie odczucia towarzyszyły mi lekturze “Opowieść podręcznej” Margaret Atwood…
 
 
I z tego co widzę, zapoznawszy się z różnymi recenzjami, nie byłam w tych odczuciach odosobniona. Jedna z tych opinii powraca jak bumerang, bardzo zwięźle wyrażając i moje zdanie: że “Opowieść podręcznej” jest “niepokojąco aktualna”.
 
“Opowieść podręcznej” przeżywała ostatnio swoją “drugą młodość”. A to za sprawą serialu o tym samym tytule, niedawno zrealizowanego na podstawie książki przez Bruce’a Millera. 
 

 
 
Państwo Gilead. Państwo policyjne, położone gdzieś na terenie obecnych Stanów Zjednoczonych. W całkiem niedalekiej przyszłości. Już sama nazwa Gilead kojarzy się gildią, kastą, podziałem społeczeństwa na grupy. A taki podział zawsze powoduje, że jedna grupa staje się w stosunku do drugiej opresyjna. Jeśli to tego dodamy religijny ekstremizm i koncentrację władzy w rękach niewielkiej grupy, to mamy gotową receptę na totalitarny reżim. 
 
Republika Gileadu to państwo totalitarne par excellence. Kobiety podzielono na kasty, których role są precyzyjnie określone i mają tylko jeden cel: służbę mężczyznom.
Narratorka powieści, Freda, jest podręczną czyli po prostu niewolnicą, wykorzystywaną przez swojego pana do płodzenia potomstwa. Sprowadzona do roli macicy, odebrane są jej wszelkie prawa. Nie może czytać, pisać, wychodzić sama na ulicę. Ale Freda nie zawsze była zniewolona. Nie odebrano jej wolności od razu – reżim ustanowioniony przez partię rządzącą był wprowadzany stopniowo, powoli spychając kobiety na margines społeczeństwa. 
 
Freda była kiedyś normalną kobietą, żoną matką, pracownicą, ot kobietą współczesną, spełnioną prywatnie i zawodowo… Pamięta swoje poprzednie życie, tak niewiarygodnie dalekie od rzeczywistości Gildeadu. Dlatego, kiedy nadarza się jej okazja do złamiania choćby w niewielkim stopniu reżimowych zasad, robi to, mimo strachu przed konsekwencjami. Czy Freda przeżyje? Czy uda jej ujść z życiem wobec miażdżącej dyktatury?
 
Oczywiście, każdy czytelnik skojarzy od razu “Opowieść podręcznej” ze słynną powieścią George’a Orwella “Rok 1984”. Obydwie te powieści to antyutopie, opisujące mechanizmy totalitarnego systemu. Jednak zakończenie “Opowieści podrecznej”, właściwie jej epilog, stylizowany na wykład naukowy, a wyraźnie oddalony w czasie od czasów świetności Gileadu, przypomina mi inną książkę, którą kiedyś na Moli Książkowej opisałam, a mianowicie “Pamiętnik znaleziony w wannie” Stanisława Lema.
 
A skąd przerażenie towarzyszące lekturze? Gdzie niepokojąca aktualność “Opowieści podręcznej”? Autorka, Margaret Atwood, jest znaną aktywistką na rzecz kobiet, jej powieść ma oczywiście wydźwięk feministyczny. Przedmiotowe traktowanie kobiet, ocierające się o dyktaturę, jest, istnieje. Na całym świecie pozotało jeszcze wiele do zrobienia, jeśli chodzi o prawa kobiet. Oczywiście, my kobiety europejskie jesteśmy na pozycji uprzywilejowanej – jak Freda przed staniem się podręczną – kierujemy swoim życiem, podejmujemy suwerenne decyzje, zarządzamy własnymi finansami… Jednak “Opowieść podręcznej” potraktujmy jako przestrogę: jakiś czas temu wiele z nas szło ulicami miast w Czarnym Proteście. Czy nie był to przedsmak tego, co w “Opowieści podręcznej” opisała Margaret Atwood? I czy faktycznie jest to takie niemożliwe?
 
A żeby nie zostać z wrażeniem, że w “Opowieści podręcznej” świat jest biało – czarny, i że to mężczyźni są tymi złymi – zauważcie, Drodzy Czytelnicy, że w powieści reżim współtworzą kobiety… te pozbawione empatii, brutalne dla (sic!) innych kobiet, zaślepione w swoich przekonaniach… To właśnie one powodują, że czuję strach i przerażenie, bowiem o takie osoby na naszej scenie politycznej nietrudno… 
 
Na zakończenie, kilka słów o Margaret Atwood. To kanadyjska pisarka, aktywistka i poetka. Ja pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Margaret Atwood dzięki jej poezji, jednak pisarka jest autorką znanych powieści, m.in. nagrodzonej Booker-em  w roku 2000 “Ślepego zabójcy” i wielu zbiorów opowiadań. 
 
 
 
Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że na pytanie: “co Ci się kojarzy z Kanadą?”  bez wahania odpowiem: “syrop klonowy i Margaret Atwood”. A jak Margaret Atwood, to ten piękny wiersz, który w wykonaniu zespołu Czerwony Tulipan, towarzyszył mi w wielu pięknych momentach…
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *