Tu byłem. Tony Halik – Mirosław Wlekły

Na samym wstępie przytoczę słowa samego autora, Mirosława Wlekłego, który stwierdził na jednym ze swoich wieczorów autorskich, że “większość osób, które ma ponad 30 lat kojarzy postać Tony’ego Halika, zaś w pokoleniu dzisiejszych 20 -latków jest on raczej nieznany”.
I zapewne właśnie tak jest, bowiem program Telewizji Polskiej “Pieprz i wanilia”, który sprawił, że Tony Halik stał się w Polsce bardzo rozpoznawalny, gościł na małym ekranie akurat kiedy my, osoby po 30-stce, byliśmy dziećmi.
 
 
 
Nie wiem jak wy, Drodzy Czytelnicy, ale ja bardzo dobrze pamiętam łysawego, starszego już pana, który w towarzystwie uśmiechniętej blondynki opowiadał o swoich dalekich podróżach. Oglądany na starym “Rubinie” dziadków, hipnotyzował wręcz swoimi niesłychanymi 
i egzotycznymi historiami. Wiedziałam wtedy o nim tyle, że był podróżnikiem, że bywał w odległych i niedostępnych stronach świata… 
 
 
 
Był synonimem kogoś, kto był wszędzie. Dlatego, ileś lat po seansach “Pieprzu i wanilii”, kiedy jako nastolatka weszłam do sali lekcyjnej w liceum i zobaczyłam na ławce wyryty cyrklem napis: “Tu byłem. Tony Halik”, nic a nic mnie to nie zdziwiło…
 
A Tony Halik, oprócz tego, że był prawie wszędzie, to był nie tylko podróżnikiem, ale też reporterem amerykańskiej telewizji NBC i wspaniałym fotografem i właściwie nie rozstawał się z kamerą.
 
 
 
W swoim życiu miał kilka wcieleń, nie był tylko Tony’m… Wcześniej Mieczysław Sędzimir, potem Antonio, w końcu Tony… Był Polakiem i Argentyńczykiem. Mówił w wielu językach, choć w żadnym perfekcyjnie…
 
 Właśnie o tych wcieleniach opowie Wam Mirosław Wlekły w swojej książce pod tytułem, nomen omen, “Tu byłem. Tony Halik”.
 

 

 
 
Opisać życie Tony’ego Halika i przybliżyć szerszemu gronu jego barwną postać to zadanie niełatwe. Zwłaszcza, że sam bohater opowiadał o sobie różne, często sprzeczne historie, i aktywnie swoją postać kreował. Odróżnienie zatem krążących plotek od prawdy nie było proste.
I tu trzeba autorowi przyznać, że odwalił kawał dobrej, reporterskiej roboty. Nie siedział za biurkiem (no, może z wyjątkiem końcowej fazy pracy nad książką), tylko wyruszył śladami Halika. Dotarł do jego rodzinnych stron, rodziny, byłych sąsiadów, przyjaciół, odwiedził jego jedynego syna. Odnalazł archiwalne dokumenty i listy. Przy okazji odkrył pewne tajemnice, które Tony skrzętnie ukrywał, nawet przed swoją towarzyszką w podróżach i życiu, Elżbietą Dzikowską. 
 
 
 
Wlekły nie opisał wydarzeń z życia Tony’ego Halika chronologicznie. W “Tu byłem. Tony Halik” wszystko jest nie po kolei. Najpierw poznajemy Tony’ego (czyli właśnie tego żwawego pana, którego zapamiętaliśmy z “Pieprz i wanilia”), potem Antoniego mieszkającego w Buenos Aires i Meksyku, a na końcu Mieczysława, który urodził się w Toruniu, gdzie mieści się zresztą dzisiaj Muzeum Podróżników jego im. Tony’ego Halika
 
Na końcu poznamy… Maxa, o którym wiadomo najmniej, i którego dzieje Mirosław Wlekły spróbuje czytelnikom jakoś wytłumaczyć…
 
Wiele postaci w jednym człowieku. Człowieku, który objechał świat, niejedno widział i podobno nigdy nie tracił entuzjazmu… I podobno miał całkiem poważne plany podróży na księżyc. 
 
“Tu byłem. Tony Halik” dało mi do myślenia. Drodzy Czytelnicy, możemy nasze dzieci wysyłać do różnych szkół, możemy kształcić się sami, możemy czytać o innych kulturach. Ale świata najlepiej uczyć sie w podróży… świata i siebie samych. A tacy ludzie, jak Tony Halik, mogą nam tylko pokazać to, że limitów w życiu nie ma, bowiem nakładamy je sobie sami. 
 
A jeśli już jesteśmy przy temacie podróży, to chciałam zaprosić Was do śledzenia bloga podróżniczego pewnej mamy, która któregoś dnia zabrała swoją kilkunastomiesięczną córeczkę Gaję w podróż… Dziewczyny z “Somos dos” (pozdrawiam serdecznie!!!)  nadal są w drodze, a ja ich blog odwiedzam i coraz bardziej się przekonuję, że można… i że dzieci to świetni podróżnicy i najbardziej otwarte istoty świata… 
 
A żeby tematycznie do postaci Halika nawiązać (który jest niejako ikoną, jednak czytając “Somos dos” widzę że ma godnych następców), Tony Halik i jego żona, Pierette, zostali rodzicami w czasie wielkiej wyprawy jeepem z Ameryki Południowej na Alaskę. Mały Ozana, ich nowonarodzony syn, stał się po prostu trzecim członkiem tej ekspedycji…  Można? Można!
 
Przydałoby się kilka słów o autorze “Tu byłem.Tony Halik”. Mirosław Wlekły jest jednym z najlepszych reporterów młodego pokolenia. Pisze dla  ‘Dużego Formatu”, ukończył Polską Szkołę Reportażu. Spod jego pióra wyszło także: “All inclusive. raj w którym seks jest bogiem”. Polecam jego reportaże w “Dużym Formacie”, magazynie wydawanego w każdy poniedziałek przez Gazetę Wyborczą. “Tu byłem. Tony Halik” też polecam (i tu kilka słów pochwały dla ciekawej i przyjemnej dla oka grafiki), choć nie ukrywam, że kilka mniej przychylnych opinii na temat książki słyszałam. Zarzucano Wlekłemu, przed wszystkim, “wybielanie” postaci Halika i tłumaczenie pewnych jego wyborów, co miało być niby spowodowane faktem, że autor (tak jak zresztą i ja) jest z pokolenia, które oglądało “Pieprz i wanilia” nie chciał sobie i nam zburzyć wizerunku Tony’ego Halika…
 
Czy słuszne są te zarzuty? Cóż, w życiu nic nie jest białe lub czarne, i moim zdaniem Mirosław Wlekły dobrze zrobił nie próbując oceniać wyborów swojego bohatera. Pisze o nim z sympatią, to na kartach książki oczywiście czuć, ale braku obiektywizmu zarzucić mu nie mogę. 
 
Myślę, że dobrze ujęła to Elżbieta Dzikowska, mówiąc, że “autorowi udało się Tony’ego nie skrzywdzić”. 
 
 
 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *