Książę mgły – Carlos Ruiz Zafón

Od kiedy w ofercie dyskontów pojawiły się książki, a wszystkie sieci handlowe zaczęły się prześcigać w książkowych promocjach, życie moli książkowych stało się przyjemniejsze. Można, robiąc nudne zakupy spożywcze, gdzieś pomiędzy chleb a jajka włożyć fajną powieść, i to, w dodatku, w przystępnej cenie. A w sklepach większych, gdzie książki rzucone są w wielkie kosze, można pobawić się w odkrywcę, i spędzić przy takim koszu chwil kilka, aby wygrzebać czasem coś naprawdę wartościowego. Tak właśnie “wygrzebałam” “Księcia mgły” Carlosa Ruiza Zafóna i to w cenie więcej niż przystępnej, bo kosztowała niecałe 10 zł. Grzechem byłoby wyjść ze sklepu bez tej książki… 

Wprawdzie, gdzieś na niekończącej się liście pt.”Książki do przeczytania zanim umrę” twórczość Zafóna się błąka raczej pod tytułem ‘Cień anioła” lub “Labirynt duchów”, ale przecież “prawie darowanemu” koniowi w zęby się nie patrzy. 





Kiedy otworzyłam “Księcia mgły”, moim oczom ukazał się wstęp autora. Zafón tłumaczył w nim, że ‘Książę mgły” to jego debiut, napisany już w roku 1992, niestety wówczas jako nieopierzony jeszcze autor podzielił los większości literatów – a mianowicie, nikt mu tej powieści nie chciał wydać… Teraz, gdy nazwisko Zafón działa jak magnez, oczywiście wydawnictwa aż się proszą aby móc coś, co tylko wyszło spod jego pióra, wydać… takie jest życie pisarzy…

Wracając do “Księcia mgły”, autor w swoim wstępie również zaznaczył, że jest to książka pisana z myślą o nastoletnim czytelniku, jednak starał się on tak stworzyć fabułę, aby dorosły też coś w tej książce odnalazł. I rzeczywiście, “Książę mgły” jest napisany dość prostym językiem, ale nie jest to absolutnie przytyk, w końcu pisać prosto i dobrze, to trudna sztuka! Historia nie jest może skomplikowana, ale wciąga. Oczywiście, wytrawny czytelnik, który w dodatku chociaż “liznął” coś z gatunku fantasy czy też fantastyki, raczej nie będzie nią zaskoczony. Jednak, tak jak napisał sam Zafón w swoim słowie wstępnym – zależało mu na tym, aby stworzyć historię, którą z przyjemnością przeczyta nastolatek, jego rodzic i jego dziadek. I muszę przyznać, Drodzy Czytelnicy, że udał mu się ten międzypokoleniowy eksperyment!



Są lata 40 – ste XX w. Pewien zegarmistrz, zaniepokojony widmem wojny, postanawia wyprowadzić się ze swoją rodziną na prowincję. Kupuje dom, wybudowany nad brzegiem morza w niewielkim, sielskim miasteczku, opuszczony przez swoich poprzednich właścicieli z powodu śmierci syna. 
Już od pierwszych dni po przeprowadzce dzieją się tam rzeczy niewytłumaczalne, które spostrzega główny bohater – Max. Jego dociekliwość powoduje, że miejscowy latarnik zdradza mu pewien sekret, dotyczący tajemniczej postaci Księcia Mgły. Książę nieznanym nikomu sposobem może spełnić każde życzenie, ale zawsze żąda za to bardzo wysokiej ceny. Okazuje się również, że ma on związek ze śmiercią w morskich odmętach syna byłych właścicieli domu przy plaży…

I tyle, jeśli o fabułę chodzi, jeśli chcecie poznać historię starego latarnika, to zapraszam do lektury. 

Ale nie dajcie się zwieść, Drodzy Czytelnicy, to, że “Książę mgły” został napisany dla młodzieży, nie oznacza, że historia ta nie ma drugiego dna… Młodzi może i odbiorą powieść jako zwyczajną, przygodową powieść z elementami fantasy. I nie miejmy do nich pretensji, bowiem cechą dobrej literatury młodzieżowej jest to, że broni się ona sama przed wiekiem czytelnika… I jeśli ów czytelnik wróci do tej lektury po latach, zobaczy, że “Książę mgły” to powieść o tym, że ze złem negocjować i iść na jakiekolwiek kompromisy nie należy…

Poza tym, mimo, że Carlos Ruiz Zafón, w Polsce dał się poznać po poważnych i “dorosłych” dziełach, to chyba jednak “marnotrawne” wydawnictwa musiały go przeprosić za to, że początkowo “Księcia mgły” nie doceniły. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że autor dopisał kolejne części tej powieści? Cała seria zwana jest “Trylogią mgły”, a oprócz “Księcia mgły” składają się na nią: “Pałac północy” i “Światła września”…






Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *