Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce – Mariusz Urbanek

Mariusz Urbanek to, powiedziałabym, nasz rodzimy specjalista od “biografii w wydanu pop”. Opisal już życie Brzechwy, Tuwima, Broniewskiego, Tyrmanda czy też Kisielewskiego lub Waldorffa. Czymże różnią się jego opracowania od innych? Przecież o życiu takich twórców napisano niejedno! Otóż, Mariusz Urbanek potrafi przedstawić czyjś życiorys w sposób jasny, czytelny i nieskomplikowany jenocześnie, ciekawie osadzając zarazem opisywaną postać w epoce, w jakiej żyła. A to dar bezcenny… W ten sposób i ja, i wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, możemy w sposób lekki, łatwy i przyjemny poznać historię znanych i lubianych, klasycznych twórców. I to bez konieczności przebijania się przez stosy materiałów źródłowych, szukania po bibliotekach i czytania ton czyjejś, czasem nudnej, korespondencji. Tę robotę odwala za nas Mariusz Urbanek…

Czytając wcześniejsze książki Mariusza Urbanka znałam dość dobrze życiorysy jego bohaterów, jednak sięgając po wydaną w 2017 roku “Makuszyński O jednym takim, któremu ukradziono słońce”, miałam o Kornelu Makuszyńkim pojęcie nikłe. Oczywiście, jak wszystkim, kojarzył mi się z “Koziołkiem Matołkiem”

 

i “Szatanem z siódmej klasy” (ręka w górę kto pamięta ekranizację “Szatana” z Polą Raksą?).

Miałam też wspomnienie z dzieciństwa związane z “Awanturą o Basię”: tę zacną historyjkę poznałam nie czytając akurat, tylko oglądając na starym projketorze domowego użytku, do którego kupowało się bajki na taśmie filmowej, w bardzo malutkich pudełeczkach, wyświetlanych klatka po klatce: 

I znów ręka w górę, kto jeszcze takie cudo techniki pamięta?

Łezka się w oku kręci, ale wróćmy do Makuszyńskiego. Tego, że był poczytnym felietonistą i krytykiem teatralnym – nie wiedziałam. Tego, że pisał również dla dorosłych – nie wiedziałam. Że poglądy miał, hhmm … niekoniecznie politycznie poprawne – pojęcia nie miałam. Umknęło mi również, że był honorowym obywatelem Zakopanego, które skrytykowane przez Makuszyńskiego, najpierw pisarza znienawidziło, by potem pokochać… Do głowy mi nie przyszło, że był machistą i mizoginem, ale również mówiło się o nim jak o  człowieku pozytywnym, pomocnym, nawet filantropie…

 

Nigdy też nie zastanowiłam się nam tym, dlaczego Kornel Makuszyński został po II Wojnie Światowej pisarzem zapomnianym, i czemu w tamtym okresie kultowy “Koziołek Matołek” był na cenzurowanym… Pod tym względem, “Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce” jest tą książką Mariusza Urbanka, która odkryła przede mną najwięcej tajemnic. 

I co więcej, po raz kolejny Mariusz Urbanek pokazał, pisząc biografię, tym razem Kornela Makuszyńskiego, jak ciężki i wrażliwy na zmiany koniunktury jest los literatów. Kornel Makuszyński zmarł na cukrzycę, nie śmierdząc groszem i bez środków na leczenie choroby, nie doczekawszy się wznowienia “Koziołka Matołka” i “Przygód Małpki Fiki-Miki”.

A teraz, na nasze półki trafiła biografia Pana Kornela, którego dzieła czytaliśmy jako dzieci. Co najzabawniejsze, Makuszyński dla dzieci pisał, ale ani ich nie miał, ani specjalnie lubił…. Biografia to w stylu pop czyli wszystko, co o nim wiedzieć powinniśmy podane w spośób lekki, łatwy i przyjemny.  Trochę podróż w czasie, trochę wiedzy o zdolnym pisarzu i ciekawej osobie. Polecam!

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

2 thoughts on “Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce – Mariusz Urbanek

  • May 17, 2019 at 12:21 pm
    Permalink

    Bardzo dziękuję za recenzję! Dzięki niej kupię sobie tę książkę. Od “zawsze” uwielbiałem Makuszyńskiego i jego młodych bohaterów. Szkoda, że musiał zamilknąć po wojnie, pewnie wielu młodych czytelników z wypiekami na twarzy chłonęłoby przygody dorosłego już Szatana z VII-ej klasy , wyprowadzającego w pole Niemców w czasie wojny. Koziołek Matołek to jednak nie to samo 🙂 Ja jestem wyznawcą ( na szczęście tylko tego) Szatana tak bardzo, że pisząc dla zabawy powieść, swojego głównego bohatera nazwałem Adamem Cisowskim. mam nadzieję, że z tego powodu Pan Makuszyński nie zacznie się jakoś bardzo przewracać w grobie, bo chytrzy górale mieszkający w pobliżu starego cmentarza, zaraz by się zwracali do Urzędu Miasta o odszkodowania za straty wywołane trzęsieniami ziemi 🙂

    Reply
    • May 20, 2019 at 1:44 pm
      Permalink

      Mimo że Makuszyński był pisarzem po wojnie ignorowanym, a ja jestem z pokolenia nawet nie powojennego, lecz urodziłam się o wiele później, to jednak czytałam za młodu “Szatana z VII klasy” (pamiętam, miałam takie wydanie “gazetowe”, wydane w dwóch częściach). Mam nadzieję zatem, że jest nas więcej, i że młodzi czytelnicy do tych lektur też sięgną, i mimo że wychowywani są wśród elektronicznych zabawek dadzą się porwać przygodom Adasia 🙂 Niedługo wakacje, więc ten temat na Moli Książkowej na pewno się pojawi 🙂
      pozdrawiam

      Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *