Miasto ślepców – José Saramago

José Saramago, Laureat Literackiej Nagrody Nobla i najbardziej rozpoznawalny portugalski autor, intrygował mnie od dawna. Lubię pisarzy, których ktoś nazywa “bluźniercą”, obrazoburców, takich, co umieją włożyć przysłowiowy “kij w mrowisko”.

 

Saramago też się naraził, powieścią “Ewangelia według Jezusa Chrystusa” Kościołowi Katolickiemu, jednak

w moje ręce trafiła jakiś czas temu inna, najbardziej rozpoznawalna jego powieść, “Miasto ślepców”.

 

Podejrzewam, że do sukcesu akurat tej powieści niemało przyczyniła się jej ekranizacja, z Julianne Moore

w jednej z głównych ról. 

W pewnym nienazwanym mieście wybucha tajemnicza epidemia: ludzie przestają widzieć. Zaczyna się od jednego człowieka, następnie ślepnie badający go okulista i jego pacjenci. Zostają poddani kwarantannie, ale niedługo potem tracą wzrok wszyscy, również służby i wojsko…

Jest tylko jedna osoba, której niewytłumaczalna choroba nie dotknęła. Stanie sie ona jedynym świadkiem tego, co może się wydarzyć, jeśli ludzkość zostanie pozbawiona wzroku… 

Czytałam recenzje “Miasta ślepców”. Wiele z nich mówi, że jest to obraz totalitarnego państwa. Ja jednak trochę inaczej odczytałam tę powieść, w bardziej ogólnym kontekście. Dla mnie, “Miasto ślepców” to portret człowieka. I niestety, nie napawa on optymizmem…

Człowiek u Saramago bardzo szybko traci swoje człowieczeństwo i godność, szybko ulega zezwierzęceniu. Złe instynkty ludzkiej natury wychodzą na światło dzienne w sposób bardzo łatwy. Wystarczy tylko, że odmienią się nasze warunki bytowania. José Saramago pokazał, że nasze normy społeczne mają, w grucie rzeczy, słabe fundamenty, i że każda zmiana okoliczności może spowodować, że społeczność ludzka zacznie się trząść w posadach. 

Jednak, na tym portrecie nie ma samych cieni. Znajdziemy też przebijające smugi światła. To są ludzie dobrej woli, to ci, którzy są w stanie zobaczyć, mimo, że nie widzą… Oczywiście, “Miasto ślepców” to czysta fikcja, ale porównajmy, Drodzy Czytelnicy, chociażby zachowania ludzkie wobec pandemii koronawirusa…

Kiedy wszyscy siedzieliśmy zamknięci w naszych domach, z niepokojem obserwując wiadomości, widzieliśmy różne postawy. Takich którzy zaszczuwali swoich sąsiadów – lekarzy, lecz i tych, którzy mimo strachu o siebie byli gotowi, na przykład, pomóc starszym osobom w zakupach… Pytanie jakie się nasuwa – których ludzi jest więcej? I co musi się stać, żeby ludzkość przejrzała na oczy i zastanowiła się nad złem w niej tkwiącym?

Oto, jakie pytania zadaje Saramago w “Mieście ślepców”. 

Ta portugalska proza jest również ciekawa ze względu na styl. Znakiem firmowym Saramago jest niestandardowa interpunkcja oraz niewyodrębnione z tekstu dialogi. I choć może to początkowo utrudniać lekturę, gwarantuję, że koniec końców, zakochacie się w jego powieściach!

Obok “Miasta Ślepców”, na mojej półce stoi inna książka Noblisty – “Rozterki śmierci”.

 

Tutaj też, Saramago stwarza niespotykaną i niewytłumaczalną sytaucję, w jakimś anonimowym kraju, i obserwuje, co się dalej będzie działo…

Otóż, pewnego dnia śmierć postanawia, że skoro nikt jej nie lubi, to zacznie strajkować. Przestanie wykonywać swoją “pracę” i ludzie przestaną umierać… To, co wydwałoby się, na pierwszy rzut oka, wielkim szczęściem, po pewnym czasie staje sie dla społeczeństwa katastrofą… Bowiem, wszystkie inne aspekty życia dalej trwają, starość nie znikła, poważne choroby też nie… Brak umieralności prowadzi do fizycznych cierpień, przeciążenia szpitali, nie mówiąc już o bankructwie pewnych branż… Śmierć po pewnym czasie wraca do swoich obowiązków, ale wymyśla inny plan fukcjonowania, niż do tej pory… A pewne wydarzenia spowodują, że społeczeństwo ponownie wypadnie ze swoich normalnych ram… 

I znów, tak jak w “Mieście ślepców” Saramago pokazuje nam, jak bardzo nasze społeczeństwo jest umowne, a normy społeczne kruche. Poza tym, przeczytacie w “Rozterkach śmierci”, że jest na tym świecie jedna, jedyna siła silniejsza od śmierci… Jaka? Dowiedzcie się sami… 

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *