Wierzyliśmy jak nikt – Rebecca Makkai

‘Wierzyliśmy jak nikt” napisana przez Rebeccę Makkai, w oryginale “Great Believers”, okrzyknięta została najlepszą książką roku 2020. Ponieważ jednak 2020 nie był rokiem normalnym, także i wybór książki roku nie rządził się takimi, jak zawsze, prawami.

Z wielką ciekawością przeczytałam zatem “Wierzyliśmy jak nikt”, aby sprawdzić, co takiego wyjątkowego zobaczyli w niej krytycy. Wniosek mam taki, że gdyby rok 2020 był rokiem całkiem normalnym, i nie przechodzilibyśmy światowej epidemii, która budzi nasz niepokój, “Wierzyliśmy jak nikt” byłaby powieścią ciągle całkiem dobrą, jednak nie mam pewności, czy zdobyłaby szczyty plebiscytów.

Abyśmy to, Drodzy Czytelnicy, dobrze zrozumieli musimy powiedzieć kilka słów o fabule tej powieści. Akcja “Wierzyliśmy jak nikt” toczy się dwutorowo: w latach 80 XX wieku w Chicago i współcześnie, w roku 2015 w Paryżu. Wspólnym mianownikiem tych dwóch wątków jest jedna z głównych postaci, Fiona. Przyjeżdża do Paryża odnaleźć swoją córkę i zatrzymuje się w mieszkaniu przyjaciela, którego zna jeszcze z lat 80, czasów swojej młodości, kiedy mieszkała w Chicago. Właśnie tamte czasy poturbowały ją psychicznie, bowiem jej młodość przypadła na okres, kiedy AIDS zbierało ogromne żniwo, zaś środowiskiem najbardziej dotkniętym tą epidemią byli homoseksualiści. Fiona najpierw traci ukochanego brata, potem po kolei umierają jej przyjaciele. Jednak główną postacią “Wierzyliśmy jak nikt” jest Yale, młody pracownik uniwersyteckiej galerii sztuki. Dobroduszny Yale, zajmujący się pozyskiwaniem funduszy dla galerii, trafia na ślad wspaniałej, nieodkrytej jeszcze kolekcji dzieł sztuki pozostającej w prywatnych rękach. Perypetie związane z jej przejęciem od ekscentrycznej, starszej pani Rebacca Makkai przeplata z wydarzeniami z prywatnego życia Yale’a.

Swoim klimatem “Wierzyliśmy jak nikt” przypomina powieść Hanyi Yanagihary “Małe życie“. Z tą różnicą, że w ‘Wierzyliśmy jak nikt” bohaterowie mają jeszcze jednego złowrogiego towarzysza, którego obecność wręcz wisi w powietrzu – wirusa HIV.

I to właśnie dlatego, Drodzy Czytelnicy, “Wierzyliśmy jak nikt” w roku 2020 wywarło takie wrażenie. My też musimy żyć z wirusem, który zmienił nasze życie, myślenie i funkcjonowanie, zmienił cały nasz świat.

Stąd, myślę, zachwyty nad “Wierzyliśmy jak nikt”. Tak już funkcjonuje nasz ludzki umysł, że lubi w literaturze przeglądać się jak w lustrze. Śmiem jednak twierdzić, że porównywanie obecnej sytuacji epidemiologicznej na świecie i epidemii AIDS z końca XX wieku nie jest do końca trafione. Mimo, że obydwoma wirusami można zarazić się całkiem przypadkiem, to jednak jest spora różnica między chorobą przenoszoną drogą kropelkową a taką, którą zakażenie w dużej mierze zależy od naszego zachowania w pewnych dziedzinach życia… Jestem raczej za tym, aby odebrać “Wierzyliśmy jak nikt” tylko i wyłącznie jako obraz tamtych czasów, kiedy jeszcze nie było leku przeciwko HIV, a organizacje pozarządowe musiały walczyć, aby chorzy na AIDS umierali godnie. Potraktujmy tę książkę jako hołd dla ofiar tamtej epidemii, które po diagnozie żyły z wyrokiem śmierci wiele lat, obserwując powolną utratę swojego zdrowia, aby w końcu umrzeć w szpitalnym łóżku… 

Jedyne podobieństwo w “Wierzyliśmy jak nikt” do dzisiejszej pandemii widzę w sytuacji, w której znalazł się bohater książki. Yale swoim zachowaniem nie eksponował się na chorobę, był osobą rozsądną. To ktoś inny przez swoją nieodpowiedzialność naraził go na zakażenie. Tak dzieje się również obecnie w przypadku osób nieprzestrzegających sanitarnych obostrzeń: być może sami nie zachorują, ale mogą narazić innych na kontakt z chorobą. W tym kontekście “”Wierzyliśmy jak nikt” jest opowieścią o odpowiedzialności. 

Jednak “Wierzyliśmy jak nikt” to nie tylko książka o życiu w obliczu choroby. To głównie apoteoza prawdziwej przyjaźni. Właśnie dlatego przypomina, nie tylko mnie ale innym czytelnikom też, powieść “Małe życie”. Wielka przyjaźń w wielkim mieście (tu Chicago, w “Małym życiu” Nowy Jork), i jakaś nieuchronność losu bohaterów. 

Gdyby jednak “Wierzyliśmy jak nikt” wydane zostało w tym samym roku, co “Małe życie”, to ostanie ciągle byłoby świetną książką, zaś “Wierzyliśmy jak nikt” tylko dobrą…

Na koniec, Drodzy Czytelnicy, przyznam się, że szukałam i nie znalazłam jakiejś pozycji na czas epidemii, w której moglibyśmy faktycznie zobaczyć siebie w tych trudnych czasach. Wręcz odruchowym skojarzeniem było “Miłość w czasach zarazy“, nie o to jednak chodziło, wszak u Marqueza, jak ktoś w Internecie słusznie skomentował, jest “za mało zarazy w czasach zarazy”.

Wydawało mi się, że epidemia grypy hiszpanki z lat 20 XX wieku, byłaby świetnym tematem na powieść, lecz niczego podobnego nie znalazłam. Dokopałam się tylko do książki “Grypa, Sto lat walki” Jeremy’ego Browna, jednak jest to pozycja non – fiction. Powieści brak (chyba, że coś przeoczyłam, to mnie, Drodzy Czytelnicy, oświećcie!).

Zatem, Kochani Pisarze, czekamy na epicką opowieść o “czasach zarazy”. Do dzieła!

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *