Agonia dźwięków – Jaume Cabré

W jednym z poprzednich postów pisałam o mojej niedawnej, “nielegalnej” wycieczce do księgarni. 
Wpadła wówczas w moje ręce “Agonia dźwięków” katalońskiego pisarza Jaume Cabré. Czytając “Wyznaję” jakiś rok temu, wiedziałam już, że autora można śmiało nazwać mistrzem prozy. Co do tego zatem, że jego książki kupować warto, nie miałam żadnych wątpliwości. 
 
I nie pomyliłam się…
 
 
 
O czym jest “Agonia dźwięków” ? Zanim odpowiem na to pytanie, kilka słów o fabule. 
 
Jest początek XX wieku. W Katalonii, na pustkowiu, w klasztorze La Ràpita o bardzo ścisłym rygorze, w totalnym zapomnieniu żyją mniszki klauzurowe. Zostaje do nich wysłany, w charakterze spowiednika, brat Junoy. Zakonnik, który jest wielbicielem muzyki i niespełnionym instrumentalistą, nie umie odnaleźć się w tak rygorystycznym miejscu, gdzie zakazane jest praktycznie wszystko oprócz odprawiania pokuty, a więc muzyka także. 
 
Po pewnym czasie zaczyna zauważać w La Ràpita pewnie nieprawidłowości i popada w konflikt z matką przełożoną. Kiedy w klasztorze wybucha skandal, i siostry za domniemane winy bardzo surowo karzą nowicjuszkę, brat Junoy staje w jej obronie. Tym samym, ściąga na siebie gniew kościoła… 
 
Jaume Cabré lubi żonglować chronologią swoich powieści. I zastosował ten zabieg również w “Agonii dźwięków”. La Ràpita poznajemy już po wszystkich wydarzeniach, a potem następuje retrospekcja. Jednak najciekawszym zabiegiem narracyjnym jest w tej książce to, że czytamy o “skandalu”, i to w różnych momentach opowiadanej historii i z perspektywy różnych bohaterów, ale przez ponad 100 stron nie dowiadujemy się na czym właściwie ten “skandal” polegał… Zachodzimy w głowę, co też takiego zdarzyło się w La Ràpita, że zainteresowali się tym sami biskupi?
 
Ponadto, podobał mi się sposób, w jaki autor poprowadził w powieści dialogi. Nietypowy, a jednocześnie wspaniale ukazujący emocje bohaterów. No, ale jak napisałam na wstępie… Jaume Cabré to wirtuoz, resztą nie bez powodu jest uważany za najwybitniejszego pisarza katalońskiego. W dodatku, jeśli dysponujecie najnowszym wydaniem książki, Wydawnictwa Marginesy, znajdziecie w nim bardzo ciekawie napisany wstęp, autorstwa tłumaczki dzieł Cabré, Anny Sawickiej.
 
Wracając do fabuły powieści, “Agonia dźwięków” wcale nie jest o skandalu ani właściwie nie o samym klasztorze La Ràpita. Posłużyły one tylko i wyłącznie za pretekst. “Agonia dźwięków” jest bowiem o niespełnieniu i nietolerancji…
 
Brat Junoy to niespełniony muzyk, sfrustrowany zesłaniem do La Ràpita, gdzie nie może oddawać się swojej pasji. Przełożona klasztoru, matka Dorotea, okazuje się być również niespełniona… w młodości kochała poezję i pisała wiersze, czego wyrzec się musiała wkładając habit. 
 
Dlatego też matce Dorotei tak trudno zaakceptować brata Junoya, jego poglądy i miłość do muzyki. Frustracja gromadzona całe życie powoduje, że w majestacie swojej władzy nad La Ràpita, zabija wszelkie oznaki pasji i radości wśród innych mniszek. 
 
Jaume Cabré chce pokazać, że niespełnienie prowadzi do frustracji, a frustrowana jednostka przelewa swój żal na swoje otoczenie. Nie mogąc odczuwać radości, zabrania jej innym. Staje się nietolerancyjna, nie czuje empatii. Cabré w sposób bardzo niedosłowny i niebezpośredni wskazuje nam skąd się bierze w ludziach zawiść i nietolerancja. 
W tym także nietolerancja o podłożu religijnym…
 
A od braku tolerancji do ekstremizmu, jakakolwiek byłaby jego forma, już tylko krok…
 
W powieści symbolem radykalizmu, jeśli nie wręcz fanatyzmu jest matka Dorotea. Brat Junoy zaś to alegoria poglądu, wg którego każda idea czy też religia powinna być traktowana ze zdrowym rozsądkiem, aby ludzie ją praktykujący mogli z niej czerpać radość, a nie frustrację, którą potem przekażą, chcąc nie chcąc, innym. 
 
Podstawcie sobie, Drodzy Czytelnicy, pod postacie matki Dorotei i brata Junoya ludzi nam współczesnych. Choćby polityków lub religijnych przywódów… I co Wam wychodzi? 
 
Bo mi nasuwa się wniosek odnośnie naszej rzeczywistości: że większość polityków i innych osób publicznych, które mówią nam jak mamy żyć, nie spełniła kiedyś swoich marzeń…

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *