Pedant w kuchni – Julian Barnes

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia zadzwoniła do mnie szwagierka. Chciała podpytać jaki prezent pod choinką ucieszyłby mojego syna. Po krótkiej wymianie zdań na temat prezentów dla dzieci, chcąc już skończyć rozmowę, westchnęła: 
 
– “Z prezentem dla ciebie też mam problem”…
 
– “Jak to?” – odpowiedziałam zdziwiona – “przecież pod tym względem jestem najłatwiejszym człowiekiem na świecie: obojętnie z jakiej okazji, zawsze można podarować mi książkę!”
 
– “Tak? a jakiego autora chciałabyś przeczytać?” 
 
-“Może Juliana Barnes’a?” – rzuciłam bez zastanowienia, bo mój wzrok właśnie spoczął na okładce gazety z wielką fotografią tego angielskiego pisarza.
 
I tak pod choinką znalazam “Pedanta w kuchni”…
 
 
Nie jest to powieść fabularna, której Barnes rzekomo jest niemałym wirtuozem (co zreszą zamierzam w niedługim czasie sprawdzić!) ale luźne dywagacje Pedanta, którego ambicją jest zadowolenie Tej, Dla Której Pedant Gotuje i ewentualnie, nieotrucie przyjaciół.
 
Pedant zdaje sobie sprawę ze swojego nieprofesjonalizmu, dlatego właśnie jest Pedantem… boi się jakiegokolwiek eskperymentowania, rezerwując je da zawodowych kucharzy a sam może najwyżej skrupulatnie odtwarzać ich przepisy. 
 
Pedant ma wiele książek kucharskich, jeśli wierzyć mu na słowo, to ponad setkę, chociaż wraca regularnie do kilku wybranych food guru, m.in. do Elizabeth David, brytyjskiej pisarki kulinarnej, która w Wielkiej Brytanii była bardzo znana i można powiedzieć, że “odczarowała” brytyjską kuchnię. i “oswoiła” na Wyspach włoską. I to jest niemała niekonsekwencja ze strony Pedanta, bo często książki te, lub raczej przepisy w nich zawarte, go zaskakują lub wprost go przerastają. Mimo to skrzętnie je zbiera, aby potem popaść we frustrację. 
 
Więcej na temat przemyśleń na temat kuchni Barnes’a Wam nie powiem, bo zepsułabym Wam smak lektury. Jedyne, co powiem, to to że, nomen omen, zasmakowałam, w prozie Juliana Barnesa, a poczucie humoru tego autora sprawiło, że  “Pedanta w kuchni”, kolejny raz nomen omen, pożarłam w kilka godzin.
 
Poza tym, było mi miło przeczytać, że autorem wielu przepisów kuchni francuskiej, dziś uznawanych za klasyki, zostało stworzone przez człowieka, który był z pochodzenia Polakiem i nazywał sie Edouard de Pomiane vel Edouard  (i znów nomen omen!) Pożerski. 
 
Choć owszem, “Pedantem w kuchni” będą raczej zauroczeni ci czytelnicy, którzy choć troche gotują. Pot i znój zmagania się z przepisami zrozumie tylko ten, komu kiedyś coś w kuchni chociaż raz nie wyszło, i nie było to jajko na twardo… Także zachęcam do tej książki tych, którzy za pichceniem przepadają.
 
Ja osobiście gotować bardzo lubię, w kuchni się odprężam. Z braku czasu gotuję właściwie tylko w weekendy i zazwyczaj gdzieś tak około piątku przechodzę w głowie na “kitchen mode”: robię zakupy i planuję menu, aby potem prawie cay weekend postać, z własnej woli, przy garach. 
Wprawdzie mam trochę większe ambicje niż Pedant, bowiem mam nadzieję nie tylko nie otruć, ale też pozytywnie zaskoczyć podniebienia co poniektórych. I muszę Wam przyznać, Drodzy Czytelnicy, nieskromnie wprawdzie, że choć czasem coś nie wyjdzie (konia z rzędem temu, kto nigdy czegoś nie przypalił albo nie zważył sosu…), że Ci Dla Których Ja Gotuję, pomruki zadowolenia znad talerzy wydają… 
 
Chociaż, za swój największy sukces kuchenny uznaję fakt, że ciocia, znana w rodzinie jako niekwestionowany kulinarny talent, od jakiegoś czasu dzwoni do mnie po przepisy lub poradę…
 
A na koniec, Drodzy Czytelnicy, zdradzę Wam sekret… Mola Książkowa powstała poniekąd dzięki gotowaniu… A mianowicie, ktoregoś razu mój mąż, czyli jeden z Tych, Dla Których Gotuję, stwierdził, że robię to dobrze i powinnam założyć kulinarnego bloga. Zastanowiłam się nad tym chwilę, i stwierdziłam, że jak blog, to tylko o tym, co najbardziej kocham i bez czego nie mogła bym się obyć… Bez gotowania trochę wytrzymam, mimo że od poniedziałku do czwartku za gotowaniem tęsknię. Od książek nie odpoczywam nigdy – więc wybor był prosty… powstała Mola Książkowa… 
 
A co by było, Drodzy Czytelnicy, gdybym tego właśnie dnia przypaliła zupę?
 
 

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *