Była sobie rzeka – Diane Setterfield

Drodzy Czytelniczy, macie ochotę na książkę, która wciągnie Was tak bardzo, że nie będziecie mogli się od niej oderwać? Taką, która chwyta czytelnika niczym w kleszcze i nie chce puścić, aż do ostatniej strony? Jeśli tak, to mam dla Was propozycję nie do odrzucenia: “Była sobie rzeka” Diane Setterfield.

Przeniesiecie się do innego wymiaru – na pewien czas zamieszkacie nad rzeką. Poczujecie jej zapach, usłyszycie jej groźnie przelewającą się kipiel i będziecie cieszyć oczy bystrzem wody. Tamiza bowiem, nasza tytułowa rzeka, jest jednocześnie i tłem i jedną z bohaterek najnowszej powieści Diane Setterfield.

Rzecz dzieje się w XIX wieku, nad brzegiem Tamizy, w okolicach Oksfordu. Mieszkańcy małych miasteczek, którymi obsiane są jej brzegi, wiodą spokojne życie. Jego rytm wyznacza rzeka – jej stan wody, niczym nastrój, determinuje atmosferę przybrzeżnych domostw. Ulubionym zajęciem mieszkańców brzegów Tamizy, kiedy nie zajmują się uprawą rukwi wodnej lub wydobywaniem żwiru z rzeki, jest wieczorne snucie opowieści.

I właśnie od opowieści zaczyna się cała historia… W noc zimowego przesilenia, kiedy nasi bohaterowie przy kielichu snują niespiesznie swoje opowieści w gospodzie “Pod Łabędziem”, nagle, w lokalu pojawia się ranny nieznajomy niosący na rękach martwą dziewczynkę. Właściciele gospody posyłają po Ritę, pielęgniarkę i położną, najbardziej wykształconą osobę w społeczności. Udaje jej się uratować rannego mężczyznę, u dziecka natomiast stwierdza zgon. Ku zaskoczeniu Rity jednak, po jakimś czasie u martwej dziewczynki pojawia się puls… Dziecko żyje, choć nie wiadomo, jak to się stało, że ożyło, ani kim jest i skąd pochodzi. Kiedy tylko wieść o wyłowieniu małej z rzeki obiega okolicę, młode małżeństwo zgłasza się do gospody twierdząc, że jest to ich zaginiona przed dwoma laty córka. Problem jednak w tym, że nie tylko oni roszczą sobie prawa do tego dziecka…

Kim jest dziewczynka i kto jest jej prawdziwą rodziną? Skąd wzięła się w objęciach rannego mężczyzny? Kim jest ów jegomość? Jakie konsekwencje będzie miało pojawienie się tej dwójki w spokojnym dotąd życiu bohaterów? Dowiecie się z lektury. Jednak przygotujcie się na to, że Diane Setterfield nie ułatwi Wam, Drodzy Czytelnicy, rozwikłania tych zagadek. Za każdym razem, gdy będzie Wam się wydawało, że już, już prawie cała historia się wyjaśnia, autorka zabawi się z Wami, wprowadzając całkowity zwrot akcji. I tak aż do samego końca powieści. 

Dlatego od “Była sobie rzeka” ciężko się oderwać, wciąga niczym rzeczny wir! W dodatku ciekawy styl narracji, na wzór snucia baśni, sprawia, że wydaje się jakby słowa powoli przelewały się przez nas niczym nurt Tamizy. I tak, jak nurt rzeki niesie ze sobą wiele rzeczy, tak w “Była sobie rzeka” nurt słów niesie za sobą mieszkankę magii, folkloru, intrygi i zbrodni, zespojonej odwiecznymi pytaniami o sens świata i ludzkiego istnienia. Tutaj wielki ukłon w stronę niesamowitej wyobraźni Diane Setterfield i w stronę autorki naprawdę udanego przekładu z języka angielskiego – Izabeli Matuszewskiej. 

A jakie to pytania zadała Diane Setterfield w “Była sobie rzeka”? Przede wszystkim, o to, co na granicy poznania i niewiadomej. O to, jak bardzo przenikają się “szkiełko i oko” z tym co magiczne? O to, czy czasem nie warto odłożyć na bok rozsądek i poddać się odwiecznym prawom natury. O zło – czy jest ono wpisane w genom każdego z nas, czy też wyzwalają je okoliczności? 

Poza tym, w “Była sobie rzeka” znajdziecie bardzo ciekawy opis dziewiętnastowiecznej angielskiej obyczajowości, będziecie mogli prześledzić historię Tamizy i jej nadrzecznych przysiółków, oraz dowiecie się sporo o początkach fotografii i zdacie sobie sprawę, jak wielką rolę w funkcjonowaniu społeczeństw odgrywa właśnie opowiadanie historii i snucie opowieści. Kiedyś w gospodzie z kuflem piwa, dziś przed ekranem telewizora bądź komputera… 

Otwórzcie zatem “Była sobie rzeka” i popłyńcie z nurtem Tamizy. A jak już staniecie na drugim brzegu, inne książki autorki same Was, tak jak zresztą i mnie, zaproszą do lektury. 

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *