O książkach i nie tylko czyli… maszynopis znaleziony w piwnicy!

Drodzy Czytelnicy, był już “Rękopis znaleziony w Saragossie“, był “Pamiętnik znaleziony w wannie“. A dziś u Moli Książkowej czas na… “Maszynopis znaleziony w piwnicy”!

Tak, właśnie. Stary maszynopis, zredagowany jeszcze na niemieckiej maszynie do pisania. Prawdopodobnie tej, która stoi u mnie w salonie (dziś już tylko dla ozdoby) i o której już Wam kiedyś, Drodzy Czytelnicy, wspominałam.

Wróćmy do maszynopisu: pożółkłe kartki, czcionka już momentami niewyraźna… i dołączona odręczna notatka, napisana piórem, zielonym atramentem. Podziękowania napisane ręką mojego dziadka, do kogoś, kto pomógł mu zgłębić historię naszego regionu…

 

 

Wyobraźcie sobie to, Drodzy Czytelnicy:  lata powojenne, historyk z Poznania zostaje dostaje nakaz pracy w Zielonej Górze. W regionie, który jeszcze nie tak dawno należał do ziem niemieckich. Nie jest z tego powodu szczęśliwy, lecz cóż… takie czasy, władza każe, obywatel musi się dostosować… Podobno mój dziadek całe życie wybierał się z powrotem do Poznania, licząc na rychły koniec “wyroku”. Plany pokrzyżowała mu choroba… Zresztą, nie jemu jednemu wojna odebrała zdrowie…

Jednak, przede wszystkim, był historykiem. Zaczyna więc “grzebać” w archiwach, które pozostawili Niemcy. Doszukiwać się historii regionu. Nieprostej, jak się okazuje. Powoli zaczyna kreślić polskim odbiorcom historię Ziemi Lubuskiej. Wyjaśnia, co to jest właściwie Ziemia Lubuska, i dlaczego tak, jak rozumiemy ten termin współczesnie, nie ma nic wspólnego z prawdziwą “Ziemią Lubuską”. Pokazuje, że ziemie te, leżące na stykach granic, przez lata przechodziły z rąk do rąk, a etnicznie były całkowitą mieszanką. Oczywiście starał się być w zgodzie w ówczesną propagandą, mówiącą że Ziemie Odzyskane były polskie od zawsze… Była to, jednak, ważna praca na ówczesne czasy. Z jednej strony “wmawiano” ludności, że przenieśli się na ziemie “polskie od zawsze”. Z drugiej strony, ludność czy to zmuszona, czy skuszona pracą i warunkami mieszkaniowymi, pochodziła z różnych regionów, nie była jednolitą społecznością. Naszą lokalną tożsamość trzeba było dopiero stworzyć…

I właśnie ten maszynopis, który znalazłam w piwnicy, jest świadectwem tego, jak tworzyliśmy naszą historię. Jaki udział w tym mieli lokalni naukowcy, w tym historycy i etnografowie, którzy sprowadzili się w te okolice. Znaleziony przeze mnie maszynopis to dwudziestostronicowy esej o historii Ziemi Lubuskiej autorstwa mojego dziadka. Czy został kiedykolwiek wydany? Nie wiem…

Ale wiem, że mój dziadek i moja babcia (która korzystając z materiałów przynoszonych przez swojego męża do domu zaczęła opisywać legendy naszego regionu, była jedną z twórców “lubuskiej mitologii”) przyłożyli rękę do tego, abyśmy my tutaj, na ziemi Lubuskiej, poczuci się “u siebie”. Dziś, już kilka pokoleń pochodzi “stąd”, i nikt nie neguje, że jeszcze niedawno nasze ziemie zamieszkiwał inny naród. Pojawiają się pomniki upamiętnające byłych właścicieli tych ziem, co jeszcze 50 lat temu było nie do pomyślenia. Region się rozwija, a wielu działaczy stara się, aby jego historię ocalić od zapomnienia. 

Ostatnio w literaturze również daje się zauważyć dbałość o lokalne histrorie. Okazuje się, że mogą być bardzo atrakcyjnymi opowieściami. Wystraczy choćby wspomnieć “Małe grozy” Łukasza Staniszewskiego, który w sposób niesamowity opowiedział o Warmii, czy też nagrodzoną Nike “Baśń o wężowym sercu (…)” Radka Raka, o której niedługo już na Moli Książkowej przeczytacie, a która czerpie z legend, baśni i historii Galicji.

Lubuskie też doczekało się swojej mitologii i miejsca w literaturze. Lubuskie legendy znajdziecie w, od czasu do czasu wznawianych, chociaż już coraz rzadziej, baśniach autorstwa mojej babci, o których ze szczegółami przeczytacie tu. A jeśli macie ochotę, Drodzy Czytelnicy, wpaść do naszego pięknego, położonego na wzgórzach i otoczonego winnicami regionu sięgnijcie po cykl powieści “Wendyjska winnica”  Zofii Mąkosy. Seria składająca się z tomów: “Cierpkie grona”, “Winne miasto” i “Dolina nadziei” to rodzinna saga, której akcja rozgrywa się w niełatwych czasach, na lubuskiej prowincji. U mnie to kolejna pozycja z “to read list”. 

Drodzy Czytelnicy, nasze lokalne historie są ważne. Zbliża się Święto Niepodległości. I znów zapewne pewne środowiska wytrą sobie gębę słowem “patriotyzm”.  Może więc warto, z tej okazji, pomyśleć o historii naszych małych ojczyzn i o lokalnym patriotyzmie? Przecież bez tych małych ojczyzn, nie byłoby tej dużej…

Patrycja

Nie mając czasu prawie na nic, zawsze znajdę jednak czas na czytanie. Jedni uznają to za niegroźne dziwactwo, inni dzielą tę pasję… Zbuntowałam się przeciwko szalonemu tempu w jakim mija nasza codzienność i postanowiłam podzielić się moimi pasjami z szerszym gronem. Na razie jest o książkach. Wkrótce będzie o innych rzeczach, które dostarczają mi pozytywnych emocji. A od tych ostatnich jestem poważnie uzależniona :)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *